Okres ciąży miał być najszczęśliwszy w całym moim życiu. Miałam być szczęśliwa przez 9 miesięcy. Minęło 6 miesięcy i żadnego szczęścia nie zauważyłam, chyba mnie omija. Wręcz przeciwnie, jest to najgorszy okres w moim życiu. Nie mam z kim porozmawiać, siedzę całymi dniami w domu, tyję, puchnę, wyglądam jak potwór, mój mąż się mnie brzydzi. Najlepsze chwile przeżywam z moim synkiem gdy czytam mu bajki lub śpiewam kołysanki a on z „czułością” kopie mnie między żebra. I tyle. Inaczej to sobie wyobrażałam, miało być wesoło, miałam gotować nam obiady i chodzić na zakupy w poszukiwaniu ciuchów dla Franka. Miał mnie przytulać i całować w czoło i ramionko. Miał mówić do brzucha i robić mi głupie zdjęcia z każdego tygodnia ciąży. Mieliśmy kompletować wyprawkę dla upragnionego skarba i być przy tym szczęśliwymi a nie wkurwionymi po kolejnej kłótni. Widziałam nas razem w naszej sypialni w ciuchach roboczych jak zastanawiamy się gdzie postawić łóżeczko. Myślałam, że będzie najszczęśliwszym tatusiem na świecie gdy mały będzie kopał a on będzie mógł to poczuć przykładając rękę do brzucha a nie tak jak teraz, muszę go zmuszać żeby wytrzymał minutę. Że będzie masował mi plecy, które tak kurewsko bolą i gdy mam słabszy dzień, że wszystko mnie boli po prostu położy się obok mnie i będzie trzymał za rękę. Myślałam, że będzie prawił komplementy mimo, że wyglądam jak gówno. Że chociaż raz powie mi jak bardzo mnie kocha i podziękuje, że noszę pod sercem naszego synka.

Tak miało być, a nie ma nic z tego, nic.

 

Kocham mojego męża, ale nie pamiętam kiedy ostatnio byłam przy nim szczęśliwa.
Mam nowe szczęście, które kopie mi teraz w brzuszku.
Jestem w ciąży i mimo początkowych wątpliwości, że nie dam rady, że nie podołam teraz jestem pewna, że będę najlepszą mamą dla mojego Franka. Nigdy nie pozwolę go skrzywdzić, zrobię dla niego wszystko i zawsze będę go kochać, nieważne czy sama czy z jego tatą.

Nie wiem od czego zacząć. Zawsze pisałam na tym blogu gdy było mi źle, lub gdy byłam bardzo szczęśliwa. Teraz nawet nie wiem jak się czuję. Po prostu muszę coś z siebie wyrzucić, a teraz zupełnie nie mam z kim porozmawiać.
Rok temu wyszłam za mąż, za cudownego mężczyznę, tak mi się wydaję.
Ja go naprawdę kocham całą sobą, ale nie mam już siły.
Nigdy nie byliśmy w sobie szaleńczo zakochani. Od początku było jakoś inaczej, niż wydawało mi się, że powinno być. Ale myślałam, że to dlatego, że mamy za sobą ciężkie związki i jakoś musimy się dotrzeć. Staraliśmy się, obydwoje, ale tylko przez krótką chwilę, później to jakoś zanikło i Kamil przestał się starać. Przestał robić te małe i drobne romantyczne gesty, które tak uwielbiałam. Przestaliśmy uprawiać seks, ja wiem, że seks to nie wszystko, ale gdy jest raz w miesiącu to też chujnia. Zaczynałam czuć się coraz gorzej z samą sobą, myślałam, że to moja wina, że przestałam go pociągać, że go nie jaram. Moja samoocena spadła do zera, czułam się jak gówno. Kobieta, która jest odrzucana raz po razie, gdy kupi sobie nową bieliznę, gdy próbuje zrobić romantyczny klimat, gdy próbuje przebrać się do łóżka a nadal jest odrzucana czuje się źle sama z sobą.

Moje serce pękało, gdy kładliśmy się spać i musiałam prosić żeby pocałował mnie na dobranoc, odrzucał seks a później odwracał się i zasypiał. Kurwa, ile ja płakałam leżąc obok niego, a on nie miał o tym pojęcia bo spał. Coś we mnie pękło, miałam dosyć, zdradziłam. Żałuję tego do tej pory, nigdy sobie tego nie wybaczę, ale stało się. Gdyby tylko było lepiej między nami nie szukałabym rozrywek gdzie indziej, nie szukałabym kogoś komu się podobam. Kamil mi wybaczył, czy do końca? -nie wiem. Po tym wszystkim znowu przez chwilę było dobrze.

Zbliżyliśmy się, ale nie trwało to długo, kilka miesięcy i skończyło się dbanie o związek i w tym tkwimy do dziś. Codziennie muszę prosić, cmoknął mnie w buzię jak wychodzi do pracy albo żeby pocałował mnie na dobranoc. Seks uprawiamy po pijaku, raz lub czasem dwa razy w miesiącu. Dlaczego więc jesteśmy małżeństwem? -nie wiem. Kocham Go, ja go naprawdę kocham i zrobiłabym dla niego wszystko, ale ja już nie mam siły, nie mam siły.

Poddaję się.